![]()
Dzięki uprzejmości redakcji miesięcznika Odkrywca, zamieszczamy na naszej stronie bardzo interesujący artykuł pana Wojtka Stojaka "Zamek w Sobótce Górce – ostatnia penetracja", artykuł ten ukazał się w numerze (122) marzec 2009.
"Zamek w Sobótce Górce – ostatnia penetracja"
WOJTEK STOJAK
Penetracja ostatnia, bo zamek Górka ma nowego właściciela, który remont zaczął „od podstaw", czyli od dachu, bo taka właśnie kolejność zapobiega dalszej dekapitalizacji, nie tylko cennego zabytku, ale każdego remontowanego gruntownie budynku. Ogrom już włożonych środków gwarantuje odzyskanie dawnej świetności, a nawet więcej... stare opierzenia łupkowego dachu były cynkowe, potem „ocynk", dziś blacha miedziana... więc lepsze. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że światowy kryzys nie dotknie zamku w Górce przed zakończeniem prac.
Napisałem „ostatnia penetracja” bo gdy zamek odzyska dawny blask i stanie się luksusowym hotelem z codziennie strzyżonym trawnikiem, tacy jak my nawet do ogrodzenia się nie zbliżą, by nie usłyszeć „Czego tu?".
Dach jest właściwie skończony (fot). W kaplicy archeolodzy zrobili wkop odnajdując pod posadzką pochówki mnichów, resztę kaplicy i dziedziniec Przejechano georadarem - wyniki w opracowaniu. Mury kaplicy zostaną sklamrowane trzema kotwami, więc „będzie stało", jak to kiedyś orzekł profesor Zwierzycki w trakcie budowy wrocławskiej Iglicy. Opowiem!
Był rok 1948 i właśnie zapadła decyzja o zorganizowaniu we Wrocławiu „Wystawy Ziem Odzyskanych", której jedynym celem było pokazanie Zachodowi, że my. Polacy świetnie dajemy sobie radę z zasiedleniem i zagospodarowaniem nowo pozyskanych terenów jako, że alianci wyrażali takie obawy przed przyznaniem Polsce niemieckich ziem wschodnich. Wszystko wokół szło w ruinę, więc trzeba było zbudować „Iglicę", by pokazać, że mamy żelazo, umiemy je pospawać, a potem całość postawić. Ale najpierw trzeba było orzec, czy grunt przed Halą Ludową (dzisiaj wróciła do nazwy Hali Stulecia) wytrzyma duże punktowe obciążenia. Jak grunty - to geolog. A jak geolog - to prof. Zwierzycki, sławny na świecie zanim jeszcze osiadł we Wrocławiu. Przywieziono Profesora. Stanął. Rozejrzał się. Tupnął nogą w ziemię. - Będzie stała! - orzekł, i zabiera się do odejścia. - No, ale Panie Profesorze... wie Pan Profesor... przepisy... jakaś ekspertyza. Z całym szacunkiem... proszę nas zrozumieć... może coś na papierze? Popatrzył na nich Zwierzycki i wyciągnął rękę. – Proszę o kartkę i ołówek. Położył kartkę na kolanie i napisał... „Będzie stała" i podpisał: Zwierzycki. Profesor Zwierzycki miał ogromny autorytet więc mógł sobie pozwolić na taki numer nawet wtedy, w 1948 roku, toteż może to być prawdziwa anegdota. W każdym razie, tak opowiadano studentom pierwszego roku wrocławskiej geologii w ubiegłym wieku, czyli moich, emeryta czasach, bo mnie od emerytów i nestorów zezwala ta ruda Naczelna „Odkrywcy". Zapłaci mi za to! Wracajmy do zamku na stoku góry Ślęzy.
Pora na samokrytykę. Bardzo nie lubię, ale trudno. Pisząc kiedyś dawno, o zamku w Górce wysnułem teorię o prawdopodobieństwie
istnienia tunelu komunikacyjnego, który zaczyna się w stojącym obok budynku gospodarczym (fot.) i prowadzi do zamku. Tunelu używanego w czasach, gdy nie istniało jeszcze, dobudowane później skrzydło z zapleczem kuchennym. Logicznie i ze swadą uzasadniłem potrzebę jego istnienia i gdy dziś spytacie miejscowych „Dokąd idzie ten tunel?" odpowiedzą wam: „Do zamku, taki jeden o tym pisał". Dzisiaj muszę odszczekać swoją poprzednią teorię i z podobną logiką i swadą udowodnić, że prawdą jest to, co teraz piszę, a nie tamto, co wtedy pisałem. To trudne zadanie i wcale się nie dziwię, że nikt mi już nie wierzy. Wróćmy do Górki.
Dopiero teraz, zimą 2009, pierwszy raz wlazłem przez dziurę w zamurówce do końca tunelu i tenże koniec zobaczyłem, co spowodowało zmianę teorii z „tunelowej", na „studzienną". Mam nadzieję, że ta będzie już ostatnia. Końcowy odcinek, 
wychodzącego z budynku gospodarczego, omurowanego korytarza (fot.) o długości kilkunastu metrów zamurowany (po wojnie). Potem oczywiście, ktoś wywalił dziurę, ale oczywiście przy samej ziemi, więc żeby wejść, trzeba się uświnić. Przed laty, gdy robiłem „Klub Poszukiwaczy Skarbów” oGórce, uznałem, że lepiej będzie, gdy uświni się Arek Pawełek. I tak się stało. Wlazł i uświnił się Arek, a potem wystawił łeb z tej dziury i powiedział do kamery: „Dalej jest zasypane!", co ja uznałem za wiążące i tak powstała teoria „tunelowa", jak się teraz okazało - błędna! I przed i za otynkowaną zamurówką, korytarz jest zasypany gruzem, ziemią, piachem na wysokość około pół metra, co jest o tyle dziwne, że wszystkie inne, również dawno nie użytkowane pomieszczenia, są czyste. A na końcu, czyli tam gdzie spodziewam się studni, leży nie mniej niż metr gruzu i ziemi. Tunel (rys.),
zakręcający na końcu w lewo, kończy się przodkiem przypominającym sztolniowy, gdyż skały są z trzech stron, a nad głową ażurowe ceglane sklepienie świadczące, że kiedyś było połączenie z powierzchnią. Jeżeli jest tu studnia, to pode mną, zasypana. Podobne rozwiązanie, umożliwiające pobór wody pod ziemią, zastosowano na Donjonie srebrnogórskiej twierdzy, co ma głęboki sens w warunkach zimowych. Teorię „studzienną" potwierdza jeszcze jeden szczegół budowlany. W tunelu, przy ścianie pozostawiono rowek, którym może ściekać woda, rozlana np. przy jej nabieraniu ze studni. Na przedłużeniu tego rowka, w sąsiadującym pomieszczeniu, wykonano w posadzce rynsztok z cegieł, który przez dziurę w murze wprowadza rozlaną przypadkowo wodę na zewnątrz, na skarpę.
Oprócz studziennej istnieje jeszcze jedna wersja wyjaśniająca przeznaczenie tunelu – nazwijmy ją „oficjalną”. Wersja oficjalna jest bezsprzecznie prawdziwa, bo oparta na zdobytych informacjach moim zdaniem opisuje wtórną funkcję tunelu, gdy studnia nie była już potrzebna, bo zaopatrzenie zamku w wodę odbywało się w inny, nowocześniejszy technicznie sposób (są dwa ujęcia wody na zboczu wznoszącej się powyżej góry). Ta druga, późniejsza funkcja, polegała na zasypaniu studni i wykorzystaniu istniejącego tunelu z rowkiem ściekowym do odprowadzania nieczystości powstających przy oprawianiu zwierzyny łownej. Pamiętać należy, że von Kulmit-zowie nie musieli występować do nikogo o zgodę na ustrzelenie zająca, więc odławiano masowo. Krew z oprawianej na dziedzińcu zwierzynyściekała do dawnej studni, a następnie na skarpę rowkiem i ceglanym rynsztokiem. Potem tylko lunąć wiadrem wody i czysty dziedziniec czekał na złaknionych dziczyzny gości państwa baronostwa. Na czym opieram swoją tezę, że była to funkcja wtórna - wykorzystanie nieużywanego już ujęcia wody do innych potrzeb, a nie celowo wykonana instalacja?
• zgrzyt estetyczny - gdy pani hrabina przyjedzie jeszcze w trakcie oprawiania,
• rozwiązanie skrajnie niefunkcjonalne - jeśli nie było adaptacją już istniejącej, tylko specjalnie w tym celu wykonaną instalacją „odkrwiania zająca",
• zbyt wysokie, nieadekwatne do przeznaczenia koszty wykonania,
• absurdalna lokalizacja,
• dyskomfort zapachowy w całym budynku gospodarczym i bliskim otoczeniu.
Reasumując, żeby potwierdzić lub wykluczyć moją teorię „studzienną", trzeba w kurzu i ciasnocie kopać gruz na głębokość metra i daleko odwalać, a nikomu się nie chce. Stąd nadzieja, że ta teoria, podobnie jak poprzednia, też się utrzyma przez parę lat zanim jej ktoś nie obali. Chyba, że ja sam pokopię i, być może, będę musiał znów odszczekać? Cóż, do trzech teorii sztuka.
Gdy ja siedziałem w domniemanej studni, i dumałem układając sobie w głowie nową teorię, która pozwoli mi zarobić na „Odkrywcy", Maciek z Krzyśkiem, dla relaksu, wleźli nastrych budynku gospodarczego (fot)
z nadzieją, że znajdą resztę dubeltówki z nabijanym złotem napisem „Breslau”. Taką właśnie lufę znaleziono tam przed paru laty, przy zrywaniu desek podłogowych na opał. Dubeltówki nie znaleźli, tylko zetlałe papierzyska (fot.)(Papiery strzępy) i strzępy „Schlesische Zeitung" z 18.I.1944 r., gdzie wyczytałem mnóstwo ciekawych rzeczy. I tak:
• z ogłoszeń drobnych: - „Gräfin von Oppersdorff zgubiła na dworcu w Głogowie pierścionek z rubinem otoczonym brylantami. Prosi o zwrot do zamku w Głogowie" - o nagrodzie ani słowa. „Zostawiono skórzane, ocieplane rękawiczki na przystanku tramwajowym we Wrocławiu -nagroda za zwrot.
• z komunikatu OKW:
- „W rejonie Kercza i Kirowgradu oddziały wojsk lądowych i Waffen SS powstrzymały rosyjskie ataki niszcząc 81 nieprzyjacielskich czołgów",
-„(…) koło Witebska nasze oddziały odparły atak Bolszewików",
-„(...) koło Rewia wróg wprowadził do walki nowe jednostki, atak powstrzymano",
- ,, W ciężkich walkach nad jeziorem llmeńskim i k/Leningradu zniszczono 26 sowieckich czołgów",
- „ Trwają terrorystyczne naloty amerykańskie na zachodnie tereny Rzeszy",
- „(...) nasza flota podwodna zatopiła na północnym Atlantyku statki o tonażu 36500 BRT". Jak z komunikatów OKW wynika oprócz U-bootwaffe na frontach coś marnie.
• z kroniki kryminalnej:
- „54-letni mleczarz Adolf Raupach dolewał wody do mleka, a jego żona Minna przerabiała skradzione mleko na masło. Adolf dostał 1 rok, a Minna Raupach 8 miesięcy więzienia" - jak widać „zawiasów" nie praktykowano, ochrony danych osobowych złodziei też nie.
• inne komunikaty:
- „Führer nadał następującym Ślązakom Krzyż Rycerski Żelaznego Krzyża: Oberst Berg, Hauptmann Rickert, Hauptmann Streck i Oberleutnantowi Heinrichowi, który wyrwał swoją kompanię z okrążenia 60 sowieckich czołgów. Göring nadał pośmiertnie Krzyż Rycerski Oberfeldweblowi Ouastowi. Quast w walkach powietrznych zestrzelił 84 nieprzyjacielskie maszyny".
• komunikat Luftschutzu:
- „powtarzający się sygnał: długi-długi-krótki-krótki... przerwa... długi-długi-krótki-krótki... przerwa, oznacza, że ludność powinna udać się do schronu".
A poza tym w kinie „Skala" na Mikołaja grali „Wenn der junge Wein blüht" (ja jeszcze chodziłem do tego kina, nazywało się „Pokój", dziś nie istnieje), a w „Capitolu" szły „Dwie siostry" o 13.30, 15.45 i 18.00. Tyle, spóźnionych nieco, aktualności ze strychu budynku gospodarczego. Jak trafić do tunelu studziennego wskazują zdjęcia. Osobiście odradzam wyprawę, bo jak was nie dopadnie Pan Genek, który pilnuje obiektu, to Azor na pewno... a Azor jest duży.
Zdjęcia: arch. Autora.
Rysunki
- twórczość własna Wojtka Stojaka.
PS. Pan Prezes fortecznego Parku Kulturowego mgr. Jarosław Michalak (ten sam, z którym łatoszyliśmy bunkier w Boryszynie, tylko wtedy to byt Jarek) tłumaczy sprawę tak: forty „rogowe" w Srebrnej są dwa - tort „rogowy" Rogowy (Hornwerk) i fort „rogowy" z punktu widzenia sztuki fortyfikacyjnej - Hohenstein. Ten ostatni lepiej pasuje do opisu Gerstela.
Mój tel. (071) 354 54 40.
Wojtek Stojak
Niegdysiejszy geolog, dzisiaj poszukiwacz-emeryt. Nestor polskich eksploratorów. Twórca cieszącego się ogromną oglądalnością, cyklicznego programu telewizyjnego dla poszukiwaczy - „Klub Poszukiwaczy Skarbów".
Skomentuj artykuł na forum.
[wstecz]













