ewnie wiele osób z Was słyszało np. już słynną historię "Złota Wrocławia" - ukrytego gdzieś przez Niemców w styczniu 1945r., ale czy wiecie jaką rolę w tej tajemniczej sprawie mogła odegrać Ślęża?
Ślęża z różnych względów nadawała się do ukrycia złota, siedmiu a może nawet jedenastu ton złota, to nie kamfora (mowa o „Złocie Wrocławia” czyli o złocie z 31 banków, towarze z 67 sklepów i pracowni jubilerskich, depozytach ludności cywilnej itd.) Nie można wykluczyć, że właśnie tu, w dobrze zamaskowanym schowku, spoczywa ten drogocenny ładunek. Góra ta wydaje mi się była brana pod uwagę jako miejsce kryjówki, chociażby ze względu na bliskość Wrocławia, swoją surowość
i niedostępność. Czy to tylko domysły? Mogło by się wydawać że tak, ale czy do końca?. Otóż na jednym ze zboczy góry, południowo-zachodnim, mniej więcej pięćdziesiąt metrów poniżej szczytu są po pięćdziesięciu siedmiu latach nadal ślady sztucznego przemieszczania skał. Są ślady wysadzania, zmienionego drzewostanu. (Sposób ukrywania skrzyń był chyba wszędzie jednakowy: transport do starej sztolni, lochu, wyrobiska czy odkrywki geologicznej, zaminowanie, wysadzenie
w powietrze tysięcy ton skał zamykających wejście. Dziś jedyny po tym ślad, to rumowisko porośnięte mchem, porostami i krzewami). Są tam do dziś widoczne zachowane płozy kilkunastu sań transportowych średniej wielkości. Kto je tam zostawił? Do jakiego transportu były używane? To są pytania, na które dzisiaj nie można znaleźć odpowiedzi. Można jedynie spekulować. Faktem jest, iż pod szczytem Ślęży jest dość rozległa, głęboka szczelina, która być może jest nawet korytarzem. Tak przynajmniej wynika z badań geofizycznych. Badania przeprowadzone były we wczesnych latach osiemdziesiątych przez Zakłady Badawcze i Projektowe Miedzi „Cuprum” we Wrocławiu, wykazały istnienie w kilku miejscach na Ślęży wyraźnych anomalii geofizycznych, Dokładniejszych poszukiwań w tych miejscach nie przeprowadzono z uwagi na brak środków. Niestety, stacja radiowo-telewizyjna znajdująca się na szczycie uniemożliwiła dalsze prace, ponieważ trzeba byłoby przerwać emisję. Ślęża została wytypowana przez Ollenhauera jako miejsce nadające się do ukrycia części wrocławskiego złotą. Według zeznań Klosego – Ollenhauler zmuszony był odstąpić od zamiaru dokładnej penetracji góry ze względu na to że od polowy wysokości aż do szczyt Ślęży zajmowały ją oddziały Wehrmachtu. Z tego też powodu zdaniem Klosego Ślęża nie została wykorzystana na skrytkę. Informacje te niewątpliwie wymagają weryfikacji. Istnienie nieznanych obecnie starych podziemi na Ślęzy jest wielce prawdopodobne. W XII wieku na szczycę góry istniał klasztor Augustianów (fakt potwierdzony dokumentami) a także znalezionymi tu elementami architektury romańskiej), później wzniesiono niewielki zamek, który zburzono w czasie wojen husyckich w XVI wieku. Dokładnej lokalizacji tych obiektów nie znamy. Ponoć ze szczytu prowadzi tunel do Świdnicy. Warto odnotować, że zainteresowanie Ślężą wykazywały służby specjalne NRD. Penetracji zboczy dokonywano potajemnie, bez powiadomienia władz polskich. Działania były obserwowane przez kontrwywiad. W 1974 roku do Polski przyjechało trzech oficerów z NRD, ministerstwa bezpieczeństwa (dzisiaj to wiemy, że ze STASI), którzy mieli zebrać materiały o zbrodniach jakiegoś Niemca w rejonie Ślęży. Niemcy przyjechali, przydzielono im jako obstawę dwóch ludzi mówiących prefekt językiem niemieckim, wykształconych w niemieckich szkołach. Po obserwacjach sporządzili oni raport, w którym donieśli, że oficerowie STASI nie interesowali się poszukiwanym rzekomo Niemcem, ale systemem obronnym Ślęży w czasie II wojny światowej oraz ustaleniem drogi transportów specjalnych na jej szczyt. Przed wojną Niemcy znali dwie tajemnicze sztolnie pobliżu szczytu Ślęży. W latach trzydziestych w schronisku na szczycie zaczęło brakować wody, woda stała jednak w dwóch dołach poniżej. Kiedy je rozkopano, okazało się, że to stara, niewielka i do tego częściowo zalana kopalnia. Natychmiast zainteresowała się tym związana z SS organizacja Anhenerbe której zadaniem było udowadnianie niemieckiego pochodzenia każdego skrawka ziemi. Nie wiem czy udowodnili, że na Ślęży mieszkali Germanie, nie mniej jednak sztolnie opisano w fachowej literaturze. Po wojnie usiłowano znaleźć sztolnie. Poszukiwacze skarbów byli przekonani, że skoro nie mogą trafić na sztolnie do tego zalewane wodą to musi tam być ukryte oczywiście „Złoto Wrocławia” przecież złoto nie koroduje. Odbyło się kilka wypraw, bez żadnego skutku. Aż pewnego dnia z Poznania wyruszył samotny emisariusz Piotr Maliński i przez przypadek znalazł te stare sztolnie. Nie było w nich już nic. Nie znaczy to wcale, że Ślęża nie kryje wielu tajemnic...
[top]
a zamglony szczyt lubili spoglądać Kulmilzowie, hrabiowska rodzina, do której należał zamek w Sobótce-Górce. Dziwny to budynek, niegdyś klasztor braci augustianów potem pół-dom pół-kościół. W połowie XIX wieku przebudowano go na neorenesansową rezydencję, podobno był taki moment że Kulmilzowie jak
i augustianie żyli pod jednym dachem, ponoć nie za bardzo się ze sobą zgadzali
a waśnie trwały przez kilka pokoleń. Rodzina von Kulmitz była jedną z najbogatszych na Śląsku. Należały do nich kopalnie, majątki, huty. Maria von Kulmitz była córką Helmutha von Molke i pochodziła z Krzyżowej. Razem ze swoim mężem Eugenem urządziła piękny park koło pałacu (który nie doczekał niestety teraźniejszości), dbała też o szczegóły wewnątrz samego budynku. Kiedy baron von Kulmitz skończył siedemdziesiąt lat, dostał od wujka jeszcze jeden pałac, otoczone wodą Mrowiny. - Od czasu do czasu przyjeżdżają do nas potomkowie Kulmitzów osiemdziesięcioletni syn barona i jego czterdziestoletni wnuczek - opowiada Bronisława Kowal, ochmistrzyni w zamku w Sobótce-Górce. W Sobótce mieszkali do ostatnich dni wojny. Kiedy weszli tu Rosjanie, najstarszy syn Kulmitzów został zastrzelony przez rosyjski patrol. Grób hrabiego znajduje się w parku. Wiele sprzętów stąd wywieziono, podobno funkcjonował tu nawet ośrodek szkoleniowy SB. Najgorsze jednak że zasypano piękny staw i zrobiono w tym miejscu basen. Problem polega na tym, że w basenie nie ma wody.... Wystrój zamku został dopracowany do najdrobniejszego szczegółu. W dawnej kaplicy, wielkiej i ponurej, urządza się teraz zabawy. W piwnicach funkcjonuje restauracja, w której serwuje się polskie i francuskie dania. Mieszkańcy Sobótki opowiadają, że spod zamku ciągnie podziemny tunel, który łączy rezydencję z budynkiem browaru. Browar ten powstał w 1817 roku i produkował piwo według tzw. „metody bawarskiej". Wodę do jego produkcji brano z bijącego na zboczu Ślęży „Źródła Piwnicznego". W 1888 roku produkowano tu ciemne piwo, tym razem według metody monachijskiej. Dwa lata później doprowadzono do browaru energię elektryczną, jednak problemy zaczął stwarzać brak odpowiednich ilości lodu do chłodzenia pomieszczeń produkcyjnych. Wyobraźcie więc sobie, że lód sprowadzano z Mazur, a potem ze Skandynawii. Jeszcze niedawno w browarze znajdowano skrytki i małe „skarby" przedwojenne dokumenty, stare kufle od piwa. Całe miasteczko usytuowane jest zresztą na tajemniczych piwnicach, pod rynkiem w Sobótce widziano nawet metalowe drzwi zabezpieczone minerskimi drucikami...
Ezoterycy twierdzą, że teren wokół zamku Kulmitzów jest miejscem mocy. W masywie Ślęży żyje ponad 370 gatunków pająków, a według przekazów zwierzęta te skupiają się w rejonach szczególnych. To przecież tutaj poganie odprawiali przez wiekami swoje obrzędy, rekonstruowane jeszcze przed II wojną światową. Tutaj zjeżdżały niemieckie pary, które w magicznym miejscu zamierzały dać życie swoim potomkom. Tutaj w końcu miały początek legendy i opowieści o Dolnym Śląsku, powstawały historie o figurach, stojących u podnóża góry. Badacze gubią się w domysłach co do czasu ich powstania. Niektóre pochodzą jeszcze z czasów przedchrześcijańskich, wiążą się więc
z kultami pogańskim. Z okresu 700-800 lat p.n.e. pochodzi fragment muru obronnego, czy też kultowego, tworzący tzw. Skalną Bramę, którą na szczyt wchodzi droga od strony Sobótki. Tych też czasów sięga sama droga doprowadzająca do Skalnej Bramy.
[top]
AK GŁOSI LEGENDA …
….”Dawno, dawno temu w miejscu dzisiejszej Ślęży znajdowało się wejście do piekła, przy którym wznosiły się dwie góry zwane dziś Radunią i Gozdnicą. Pewnego razu Gozdnicę, zwaną do niedawna Górą Anielską, zajął hufiec aniołów i zaatakował siły diabelskie strzegące wejścia do piekła na Radni, zwanej do niedawna Sępią Górą. Zacięta walka odbywała sięprzy użyciu bloków skalnych, które spadały jednak w połowie drogi i nie tylko zasypały wrota piekielne, ale utworzyły ogromną górę, nazwaną później Ślężą. Zrozpaczony czarci przywódca Lucyper tupnął kopytem w ziemię i powstała przełęcz Tąpadła oraz rzucił w kierunku aniołów dwie potężne skały, ale i one nie doleciały do celu, tworząc obecne góry Wieżycą i Stolną. Od tej pory diabły nasyłają na Ślężę burze i pioruny w nadziei, że góra rozpadnie się i otworzy wrota piekieł … „
[top]
isarz Bogusz Zygmunt Stęczyński w swoim poemacie "Śląsk" napisanym po
wędrówkach po Śląsku w latach 1844-45 przekazał legendę o pannie z rybą :
"A wieść gminna zapewnia, że na owej górze
Był pałac okazały, co dachem tkwił w chmurze.
W nim to księżniczka Maria Włast przemieszkiwała
I wielkie dobrodziejstwa ludziom wyświadczała,
Że mieli ją za świętą. Ona służebnicę
Wysłała dnia jednego w bliską okolicę,
Aby przyniosła rybę dla niedźwiedzia, który
Chrapał w pokoju pani, lub patrzył ponury.
Bo gdy go pilnowano i nad nim radzono,
udawał, że śpi - ale gdy go zostawiano ...
Wymknął się niespodziewanie z pokoju do sieni,
Do podwórza, do bramy - i znikł w lasu cieni.
Lecz dziewczyna spotkawszy go powracająca,
Przelękła się, sposobu uciec nie mając.
Niedźwiedź skoczył, pochwycił ... bez głowy została,
Trzymając w ręce rybę - z rybą skamieniała!"
[top]









